Dawno
nie oglądałem tak szczerego i niesamowitego filmu. Przeszył mnie swoją formą i
treścią na wylot przez ciało i duszę. Potrzebowałem obrazu, który będzie dla
mnie dogłębnym spojrzeniem w psychikę postaci. Chciałem filmu, który pokaże
prawdziwy, interesujący temat zrealizowany w niekonwencjonalny, nieschematyczny
sposób, niejednokrotnie mieszając tragizm z humorem. Jestem zadowolony, ponieważ
miałem okazję zobaczyć coś, co nie wpisuje się w przeciętną i komercyjną
produkcję, w której nie ma miejsca na ryzyko, na odwagę, na eksperyment. Tam
liczą się gusta i oczekiwania masowych widzów, w przeciwieństwie do Birdmana, gdzie postawiono na sukces
artystyczno-filmowy. Lecz to właśnie ta produkcja otrzymała sporą liczę nagród,
w tym została uznana za najlepszy film – statuetka Oscara najlepszego filmu według
Akademii – na Oscarach 2015. Jestem przychylny tej decyzji i cieszy mnie to, że
tego typu filmy (podobnie jak Ida)
zdobywają uznanie filmowców i krytyków. Jest to moment, w którym ambitne i
ważne projekty osiągają swój zasłużony i prawdziwy sukces.
Tragikomiczne
perypetie aktora, który niegdyś zyskał sławę jako bohater serii hollywoodzkich
filmów o komiksowym superbohaterze (birdmanie), a teraz próbuje wystawić na
Broadwayu sztukę we własnej adaptacji i reżyserii, z sobą samym w roli głównej.
Jeśli chce doprowadzić do premiery, musi stawić czoło licznym przeciwnościom
losu i własnemu ego, odzyskać zaufanie bliskich, odbudować zrujnowaną karierę i
odnaleźć siebie.
